praca freelancera

2 lata samotności, czyli praca freelancera

„Operator numeru alarmowego: Tu numer alarmowy 112, co się stało?

Robert: Cześć, …yyy, …więc…pracuję z domu.

Operator: OK, czy jest ktoś w pobliżu?

Robert: Nie, jestem sam.

Operator: A kiedy ostatni raz widział pan jakąś osobę? Czy to było dziś?

Robert: Umm, moją żonę… dziś rano, tak mi się wydaje.

Operator: Czy widział pan kogoś jeszcze?

Robert: Nie wydaje mi się. A tak, był listonosz, ale to było zza zasłony. Nie wiem, czy się liczy.

Operator: Obawiam się, że nie. (pauza). Za chwilę, poproszę pana o odsłonięcie zasłon. Wpuśćmy trochę światła, dobrze?

Robert: Ile tego światła?

Operator: wystarczy tylko trochę.”

 

Tak zaczyna się brawurowy esej  opublikowany przez New Yorkera w lutym 2017. Konwencja rozmowy z potencjalnym samobójcą, choć szokująca, wydaje się niezwykle trafiona. Praca z domu – a taką wykonuję od dwóch lat jako freelancer – ma swoją brzydką twarz. Brakuje w niej ludzi.

21 dni roboczych

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Dochodzę do tego wniosku późno, niemniej dostrzegam, a raczej odczuwam na własnej skórze, różne aspekty pracy – na etacie i na własny rachunek. Praca na etacie ustawiała dzień – zacząć rano, skończyć późno. Było biurko i komputer, kawa na kapsułki i system rezerwacji sali konferencyjnej na spotkania. Pot i znój, wiele satysfakcji, parafka na liście obecności. Po przepracowaniu 21 dni roboczych pensja lądowała na koncie. Czego chcieć więcej?

2 lata samotności

Praca freelancera ma zdecydowanie inną dynamikę. Pracuję z hamaka, pracuję w soboty, pracuję gdy chcę i pracuję, gdy nie chcę. Najbardziej brakuje mi stałego zespołu, który w czasie 6 pionierskich lat rozwijania polskich bibliotek, zżył się, sprawdził w boju i zaprzyjaźnił. Nie rezerwuję już sali konferencyjnej na tzw. „burzowanie” (czyli wspólne wymyślanie sposobów, jak utrudnić sobie pracę po to, aby odbiorcy programu mogli cieszyć się najlepszą jakością). Moje spotkania są do bólu produktywne i w większości odbywają się online. Średnio 4 telekonferencje w tygodniu, każda z agendą, notatką po i prawie zerową przestrzenią na small talki. Nie ruszam się z domu bez słuchawek i ładowarki do komputera, przedmiotów, które śmiało mogłyby stać się herbem pracy freelancerów: symbolem dostępności. Planuję dzień tak, aby zawsze być w zasięgu bezprzewodowego internetu (opcjonalnie gniazdka, net można udostępnić z telefonu) i w sferze nienachalnej muzyki. Wychodzę, bo ile można pracować z domu?

Co-leżanki ©

Hasło „co-leżanki” padło podczas spotkania kobiet, które są freelancerkami pełną gębą, albo za chwilę nimi będą. Każda się realizuje, pozyskuje klientów w swojej niszy, rozwija 1-osobowy, niesztampowy biznes. Większość współpracuje ze sobą w projektach. Co-leżanki pojawiło się jako odpowiedź na, jak się okazuje, wspólną dolę samotnej pracy: znajdźmy przestrzeń, gdzie będziemy mogły przychodzić, zostawić graty i zapisane flipcharty i pogadać w przerwach. W 21. wieku, hasło „siedzieć w domu” nabrało zupełnie nowego znaczenia. Kto by pomyślał…

Coworking nasz powszedni

Nie znalazłam w Warszawie takiego coworku, który z jednej strony dawałby komfort pracy i  sprzyjał skupieniu się na zadaniach, a z drugiej, oferowałby rzeczywistą możliwość niezobowiązującego kontaktu z osobami, które pracują w podobnym trybie. Wyzwanie, jak być razem i osobno, podjęła the Brain Embassy. Uwielbiam ich innowacyjne przestrzenie i żałuję,  że dla mnie Warszawska Ochota, to za daleko. Idea Bank oferuje ciekawe rozwiązanie – Idea Hub, rowerem miejskim Veturillo podjeżdżam w 15 minut do coworkingu, gdzie są i ludzie i kawa i internet, a w upały – nieoceniona klimatyzacja. Każdy, kto ma konto firmowe w Idea Banku może z tej przestrzeni korzystać bezpłatnie. Co (oprócz zbyt małych biurek) mnie zatem powstrzymuje? Chyba brak pomysłu na stworzenie z bywalców Idea Bank społeczności – okazji do rozmów, inspiracji i przełamywania rezerwy w kontaktach z nowymi osobami. Są też Koszyki. Tego miejsca się boję. Wysokość opłaty za hot-desk i bliskość tylu kuszących knajp, mogłaby się negatywnie odbić na moim budżecie, a przecież staram się żyć zgodnie z zaleceniami Michała Szafrańskiego autora bloga Jak Oszczędzać Pieniądze.

Szukamy

Co-leżanki szukają miejsca w Warszawie, gdzie mogłyby pracować, śmiać się z błędów, cieszyć sukcesami. Razem i osobno. Przestrzeń do wynajęcia z potencjałem na twórczy ferment poszukiwana. Jakieś sugestie?

„Operator numeru alarmowego: OK, niedługo będzie wsparcie. Ale zanim przyjadą, żadnych video z surykatkami, żadnego jedzenia, dobrze?

(cisza)

Robert: Ja pracuję z domu.

Operator: cicho, cicho….ciiiii … Wiem o tym.”

 

(Fragmenty artykułu Colina Nissana w tłumaczeniu Noemi, zdjęcie: Martin Reisch na Unsplash).

ZapiszZapisz